Papierowe plakaty ustępują telewizorom także w siedzibach biur podróży. Na ekranie telewizyjnym można przecież wymienić bez kłopotu alpejską trasę narciarską na Taj Mahal, wycieczkę statkiem po Nilu na safari w Kenii.

Audytorium tej telewizji stanowią przechodzący aleją centrum handlowego klienci i obsługa. Ci, którzy już wejdą do środka, są poza zasięgiem medium. Program nadawany przez telewizję sklepową jest teledyskiem złożonym z egzotycznych widoczków, sztampowych obrazków uruchamiających stereotypowe skojarzenia, oraz ze statycznych plansz z cenami i hasłami zachęcającymi do zakupu wycieczki. Telewizor także tu zastępuje pracownika z ulotkami – i jak w większości tych przypadków, jest to zastępca niemy, niemożliwy do kontrolowania przez widzów.
Ekran płaskiego telewizora jest też oknem, za którym widać szybkie migawki z dalekich przestrzeni. Małe palmy wyrastają doradcom turystycznym z uszu – wystarczy tylko nieszczęśliwie stanąć przed wystawą tak, by telewizor zasłaniał część głowy sprzedawcy siedzącego w środku. Telewizor ten wprowadza w zamkniętą, wykafelkowaną przestrzeń holu supermarketowego widoki i estetyki z zupełnie innej beczki. Widzowie, w drodze od sklepu do sklepu, przechodzą na przykład koło piramid – takich samych, jak na ich własnym wideo z wakacji.














